Przy okazji Świąt znalazłem chwilę czasu żeby wrócić do Portugalii i w końcu wybrać kilka zdjęć, którymi mogę się z Wami podzielić. Podróż była intensywna, ponieważ chcieliśmy przejechać z Porto do Lizbony w 3 dni, zaliczając po drodze kilka miejsc. Celem były nieoblegane przez turystów plaże i skaliste wybrzeże Portugalii. Niektóre punkty podróży były zaplanowane, a pozostałe zatrzymały nas zupełnie przypadkiem. Dwa dni przeznaczyliśmy na pobyt w Porto nie zaliczając przy tym większości atrakcji z przewodnika, bo i po co? Ale nie mówimy tutaj o portugalskim winie. Zachwycaliśmy się klimatycznymi uliczkami miasta i spokojnym tempem życia jego mieszkańców. Piękne stare miasto z mostem Dom Luis’a I na czele i fasady kamienic pokryte azulejos urzekły nas najbardziej.

Portugalia_001.jpg

Portugalia_003.jpg

Portugalia_005.jpg

 

Portugalia_006.jpg

Portugalia_007.jpg

 

Portugalia_009.jpg

Portugalia_011.jpg

Portugalia_012.jpg

 

Pierwszy nocleg w trasie, który polecam wszystkim podróżującym samochodem, spędziliśmy przy plaży Paredes da Vitória przed miasteczkiem Nazare ( nie mylić z Nazaret). Pusta, nie licząc kilku mew, które zajmowały większą część spotu.

Portugalia_013.jpg

Po drodze zaliczyliśmy nieplanowany przystanek w miasteczku Obidos. Zakaz ruchu kołowego, wąskie uliczki i całość położona na wzgórzu za murami obronnymi. Kolorystyką przypominało to grecką architekturę. Miejsce bardzo przypadło nam do gustu.

Kolejna plażowa perełka, którą odwiedziliśmy to spot surferski w Peniche. Długa, piaszczysta i idealna do nauki plaża dla amatorów surfingu. Będąc w tych okolicach grzechem byłoby nie popłynąć na wyspę Berlenga, zamieszkałą tylko przez rybaków i nadmorskie ptactwo. Największy fun to sama podróż szybką motorówką – 20-minutowy rollercoaster na wodzie.

Z pośpiechu i ogólnego nieogarnięcia umknęły nam 24h. Kiedy zorientowaliśmy się, że mamy dodatkowy dzień, postanowiliśmy spędzić go leniwie na pięknej plaży w Santa Cruz. Ogromna, wyżłobiona skała położona w pobliżu zrobiła na nas spore wrażenie. Pod koniec dnia ruszyliśmy na, jak się okazało przereklamowany przylądek Cabo da Roca. Tłumy turystów i widoki niczym nie odbiegające od tych, które zaliczyliśmy po drodze.

Ostatni nocleg przed Lizboną spędziliśmy w Cascais. Szczęście nam dopisało i trafiliśmy na coroczny Festiwal Światła – Lumina. Pokazy mappingu 3D, lasery i gra świateł w najróżniejszej postaci. Krótki przystanek zrobiliśmy też w Sintrze, gdzie mieści się jeden z najpiękniejszych pałaców w Europie. Niestety z braku czasu nie zobaczyliśmy wszystkich urokliwych miejsc w tej okolicy.

Lizbona – miasto tętniące życiem, gdzie pogoda zmienia się w ułamku sekundy. Nasze ulubione miejsca były raczej oddalone od turystycznych atrakcji. Spacerowaliśmy w poszukiwaniu klimatycznych uliczek i smacznego jedzenia. Jedno z takich miejsc znaleźliśmy w dzielnicy Belem. Rodzinna knajpka “O Carvoeiro” z rozłożystym drzewem przy wejściu. Polecamy wszystkie dania z menu, bo jak zapewnił nas właściciel wszystko jest “Mniam mniam mniam” ( potwierdzamy). Podróż żółtymi tramwajami rozpoczynaliśmy w godzinach porannych kiedy jeszcze w 30 osobowym wagonie nie było 70 turystów. Jeśli chodzi o poruszanie się po mieście to generalnie nie polecamy samochodu. Komunikacją miejską dostaniemy się wszędzie za niewielkie pieniądze, a zaparkowanie w mieście graniczy z cudem.

tramwaj

uliczki

portret

tramawaj

tramwaj portret

Z pewnością do Portugalii jeszcze wrócimy żeby nauczyć się surfować i zajadać się Pastel de Nata.

Leave a Comment